sobota, 15 września 2012

Chapter Three


When... You talk to me...


                Polska. Wieś. Polska. Wieś. Polska. Wieś. Polska?! Wieś?! Wszystkiego się spodziewałem, serio, w końcu w naszej wytwórni pracują naprawdę przeróżne typy i większość z nich ma naprawdę zwariowane pomysły. Nie spodziewałem się jednak, że wyślą nas do Środkowej Europy na jakąś pipidówę, gdzie do najbliższego supermarketu musieliśmy przejść ponad dwa kilometry, a sklep miał wdzięczną nazwę „Biedronka”. No i super, nie mam nic do tych owadów, ale mam jednak pewną awersję, bo do sklepu pójść nie mogliśmy tak, czy siak. Czemu? Bo nikt nas nie uprzedził, że należałoby euro wymienić na złotówki.
                Z jednej strony byłem wściekły na to wszystko. Liczyłem raczej na naprawdę spokojne wakacje, gdzieś na wyspach, gdzie jedyną rzeczą o jaką bym się martwił byłoby to czy zamówić drinka z palemką czy może jednak piwo i czy te owoce morza naprawdę są takie smaczne, jak wszyscy mówią.  Tymczasem jednak znalazłem się nad jeziorem, na wsi, gdzie nie ma drinków z palemką są tylko piwo, wódka i jakieś inne napoje o nazwach, których ni cholery nie potrafiłem wymówić a owoce morza to są, a owszem ale w restauracjach, w mieście oddalonym o jakieś.. No nie wiem, osiem kilometrów pieszo? Ha! Ale przynajmniej jest tu morze. Bałtyckie, oczywiście. Problem tylko, że oddalone stąd o jakieś dwieście kilometrów.
                Poza tym wszystkim, to w sumie nic mi tu nie przeszkadzało. Właściwie cieszyła mnie perspektywa spędzenia urlopu w takim miejscu, gdzie nikt nie wie o tym, że tu jesteśmy, nie będą nas zadręczać namolni paparazzi i wszystko jakoś tak płynie… Wolniej. Naprawdę tak było, czas jakby płynął tu w znacznie mniejszym tempie niż w Londynie czy gdziekolwiek indziej na świecie. Ludzie nigdzie się nie spieszyli, pracownicy ośrodka byli bardzo mili, nie narzekali na zbyt małe napiwki(w sumie to wątpię czy jakiekolwiek dostali),  szum jeziora uspokajał wszystkie nerwy związane z podróżą. Właściwie to ta wszechobecna natura sprawiała mi radość i zupełnie nie wiedziałem czemu.   Sprawę z domkami załatwiliśmy bardzo szybko. Paulina – bo tak miała na imię współwłaścicielka ośrodka, w  którym byliśmy – dała nam trzy pary kluczy, co oznaczało, że do swojej dyspozycji mamy trzy dwuosobowe domki. W domku numer 7 o wdzięcznej nazwie „Jutrzenka”, zamieszkali Liam wraz z Danielle, twierdząc, że siódemka to szczęśliwa liczba i chcą w nim zostać koniec kropka. No i koniec końców, to w nim zostali oznajmiając, że do następnego ranka mamy im nie przeszkadzać. Domek z numerem 4 zajęli Niall z Louisem, chociaż ten drugi miał ku temu drobne obiekcje, tłumacząc się tym, że sam lepiej by wypoczął, a Irlandczyk jest dość hałaśliwym współlokatorem. Niall zrobił jednak wówczas tak smutną minę, że nasz wielbiciel marchewek w końcu z radością postanowił z nim zamieszkać i przez dwadzieścia minut przepraszał go za bycie dupkiem. Ich kwatera była najbardziej kolorowa i nosiła wdzięczną nazwę „Tęczowy zakątek”.
                No i dom numer 6. Przepiękny domek z kuchnią, łazienką i dwoma pokojami na górze, gdzie w jednym znajdowały się dwa pojedyncze łóżka, a w drugim stał telewizor(jednak była tam cywilizacja!) z milionem wręcz kanałów, kanapa, półeczka z książkami(zadziwiające, że część pozycji była pisana po angielsku) i stolik, na którym dumnie prezentował się telefon.  Po obejrzeniu domków, które zajęli chłopacy mogłem śmiało stwierdzić, że nasz – to jest mój i Harry’ego – był zdecydowanie najładniejszy. Kuchnia była cała obłożona ciemnym drewnem, a w jej oknach uroczo prężyły się pomarańczowe firanki, które całemu pomieszczeniu nadawały niesamowitego uroku. Wszystkie kuchenne meble były jasne, co niesamowicie kontrastowało z ciemnym otoczeniem. Przy ogromnym  oknie, którego jedna część była otwierana i wychodziła na taras, stał mały, biały stolik wraz z dwoma krzesełkami. Zaraz przy oknie, drewniane schody prowadziły na górę. A tu, muszę przyznać było jeszcze piękniej. Fakt, może wyglądało to naprawdę skromnie jednak miało w sobie niesamowity urok. Ściany sypialni były białe, tak zwyczajnie białe jak w większości hoteli, jednak sufit oraz ściana, na której były oparte łóżka.. To było coś pięknego. Nad naszymi głowami rozpościerało się słodkawo-różowe niebo, jakie zawsze towarzyszy zachodzącemu słońcu. Za naszymi głowami natomiast, pewien zdolny artysta narysował horyzont, za którym zmęczone dziennym czuwaniem słońce znajdowało swą kryjówkę. Nasz pokój nazywał się „Słoneczny relaks” i gdy tylko zobaczyłem sypialnie, nie miałem żadnych wątpliwości, że była to słuszna nazwa.
                Harry’ego najbardziej zachwycił taras z widokiem na jezioro, które teraz już w pełnym słońcu dumnie prężyło swoje wdzięki. Przyznam, że miało ono swój urok – było takie spokojne, w pewien sposób dzikie.  Jedna z dziewczyn, które tutaj pracowały wyjaśniła nam, że na samym jego środku znajduje się wyspa i stacjonują tam kormorany i czaple. Zaoferowała się też, że nas tam zabierze, o ile żaden z nas nie ma choroby lokomocyjnej. Żaden z nas nie miał, jednak w tamtej chwili byliśmy zbyt leniwi, by skorzystać z okazji.
- Kurwa, ale tu pięknie – westchnął Hazza, rozmarzony rozciągając się na hamaku. Wspominałem już, że nad samym brzegiem jeziora, pomiędzy dwoma drzewami rozciągnięty był ogromny z pewnością kilkuosobowy hamak? Nie? No to właśnie wspomniałem. Harry gdy tylko go zauważył, postanowił z wielką gracją się na niego rzucić. Nie przewidział jednak, że zbyt duży rozmach spowoduje, że wyląduje on na piasku.  
- Nom – mruknąłem, zakładając ręce pod głowę i żując w ustach źdźbło trawy.  Poświęciłem się i przez cały czas leżałem na kocu, nie chcąc mu psuć zabawy płynącej z bujania się. Co chwilę słyszałem jego chwilami piskliwy śmiech, kiedy musiał mocno złapać się materiału hamaka, by nie spaść i ponownie nie spotkać się twarzą z piaskiem.
- W sumie to gdzie Niall i Louis?
Uniosłem się, spoglądając na Hazzę, który marszczył oczy pod wpływem promieni słonecznych, gdy próbował utkwić we mnie spojrzenie swoich tęczówek. Wyglądał całkiem zabawnie, kiedy tak marszczył nos i szczerzył zęby. Nie, on wyglądał wręcz komicznie. Wyszczerzyłem zęby, nie chcąc się roześmiać.
- Bo ja wiem, Niall pewnie w stołówce, a Louis coś mówił o spaniu – wzruszyłem ramionami. Zasadniczo, to niewiele mnie obchodziło gdzie się podziali pozostali. Może było to nieco brutalne i samolubne, ale byłem pewien, że stąd daleko nie uciekną. A nawet jeśli, to szybko wrócą nie mogąc znaleźć nic ciekawego. Miałem w końcu trochę czasu na nic nierobienie i nie miałem zamiaru przejmować się kimkolwiek. No, może poza  Harrym, w końcu z nim mieszkałem i chcąc nie chcąc byłem jakoś za niego odpowiedzialny.
- Zayn, chodź popływać – jęknął Hazza, gramoląc się na mój koc. Parsknąłem tylko śmiechem, wyobrażając sobie go jak piszcząc wchodzi do zimnej wody. W pierwszej chwili chciałem mu odmówić, jednak ta wizja skutecznie mnie zmusiła, bym z wielkim uśmiechem na ustach powiedział:
- Kto ostatni w wodzie, ten zmywa naczynia!
                Nim Harry w ogóle zdążył zareagować, podniosłem się z koca i w biegu zacząłem ściągać swoje ubrania. Zacząłem od koszulki, a na sam koniec zostawiłem buty, postanawiając wejść do wody w spodenkach które miałem na sobie. Harry był tuż za mną, kiedy z impetem wbiegłem do jeziora, opryskując wszystko wokół. W pierwszym zetknięciu z wodą poczułem, że nie jest ona wcale taka zimna. I chociaż moje techniki pływania zostawiały wiele do życzenia – właściwie to wcale nie istniały, ja zwyczajnie nie umiałem pływać - postanowiłem zanurzyć się cały. Bałem się jak diabli, w końcu woda nie była moim najlepszym przyjacielem. Serce biło mi jak szalone, kiedy wybiłem się  na palcach stóp i wskoczyłem do wody, czując jak powierzchnia jeziora zamyka  się tuż nad moją głową. Nie minęło nawet kilka sekund i…
- JA PIERDOLĘ! – wrzasnąłem, wyskakując z jeziora jeszcze szybciej, niż zdążyłem do niego wbiec.  Woda była przeraźliwie zimna. Wręcz diabelsko zimna, co wcale nie pasowało mi do pogody – w końcu było z trzydzieści stopni ciepła i zero wiatru. Wychodząc na brzeg, cały trząsłem się z zimna, czując jakby moją skórę właśnie ktoś nabijał milionem cienkich szpilek.
- Widzę, że była bardzo gorąca – zarechotał Harry, który nadal stał na brzegu.
Szczerzył – nie, przepraszam – on pokładał się ze śmiechu i był calutki suchy. Nawet nie zaczął się rozbierać, tylko stał tam i śmiał się ze mnie, bo właśnie urządził mi najlepszy ze wszystkich swoich dowcipów. Posłałem mu swoje mordercze spojrzenie numer 7 – a muszę przypomnieć, że było to te z najbardziej morderczych – i nim w ogóle zorientował się co go czeka, zacząłem biec w jego stronę. Gdy byłem już praktycznie przed nim, odezwał się jego refleks szachisty i chłopak zaczął uciekać, wrzeszcząc przy tym głośne „RATUUUUUNKUUUU! POTWÓR Z LOH NESS!”.  Parsknąłem śmiechem, dopadając go w końcu tuż przy drzwiach naszego domku.  O nie, nie dam mu tak łatwo wygrać. Z dziecięcą wręcz łatwością przerzuciłem go sobie przez ramię i zacząłem nieść go z powrotem w kierunku jeziora.
- O nie, nie, nie, błagam! – wrzasnął przerażony i zaczął mi się wyrywać. Muszę przyznać, że był silny i w utrzymanie go musiałem włożyć naprawdę wiele wysiłku. Kilka razy nawet musiałem się zatrzymać i złapać go mocniej, żeby nie zdołał mi uciec.
- Nie ma litości – burknąłem z grobową miną, której niestety nie mógł zauważyć(a szkoda, byłem pewien, że była ona przerażająca).  Stanąłem na linii, w której jezioro styka się z brzegiem i przez chwilę zastanawiałem się czy powinienem zrzucić go z pomostu, czy poświęcić się i wejść do wody wraz z nim. W końcu jednak zdecydowałem, że warto się poświęcić. Zacząłem powoli iść przed siebie, a Harry niemal prostował się na moim ramieniu, gdy tylko jego ręka, noga czy jakakolwiek inna część ciała doznała choćby najmniejszego kontaktu z wodą.
- Gotowy? – zapytałem, szczerząc się gdy woda sięgała mi już do pasa.
- Zayn, błagam, ja zrobię wszystko tylko mnie puść! – jęknął Harry.
- Jak pan sobie życzy – zaśmiałem się.
Nie minęła sekunda, a Harry krzycząc „Nie o to mi chodziło!” z gracją równą bocianowi, który pożarł na obiad Crazy Froga z ogromnym pluskiem wylądował w jeziorze.  Zacząłem się przeraźliwie śmiać, kiedy wynurzył się z wody szczękając zębami. Wyglądał naprawdę przekomicznie. Jego włosy spływały mu teraz wzdłuż twarzy, ulizane jakby nałożył na nie tonę żelu a woda ściekała po nim jakby właśnie stał w rzęsistym deszczu. Koszula, którą tak starannie dobierał teraz wisiała na nim i ściśle przylegała do jego ciała, wyglądając przy tym tak jakby się do niego lepiła. Całości tego żałosnego obrazu dopełniała jego wściekła mina, kiedy prychał wściekle gdy tylko woda dostawała mu się do oczu.
- Już nie żyjesz, Malik – warknął wściekle, niemal zabijając mnie swoim wzrokiem. 
Odpowiedziałem mu śmiechem i niemal w tym samym czasie zacząłem krztusić się falą wody, którą on posłał w moim kierunku. „O nie, nie ze mną takie numery panie Styles” – mruknąłem w myślach i w tym samym czasie posłałem mu w odwecie ogromną porcję lodowatej wody, która częściowo rozprysła się na jego plecach, gdy ten odwrócił się do mnie tyłem, a częściowo ponownie zasiliła zasoby jeziora. Harry zaśmiał się głośno i podbiegł w moim kierunku, mrużąc przy tym oczy przed porcjami wody, które cały czas posyłałem w jego kierunku. Szczerzył zęby radośnie, kiedy w końcu podszedł na tyle blisko, by rzucić się na mnie i tym samym sprawić, że na kolejnych kilka sekund musiałem wstrzymać powietrze przygnieciony przez jego ciało, kiedy powierzchnia jeziora zamknęła się tuż nad naszymi głowami.
Przez chwilę miałem ochotę go odepchnąć, niesiony instynktem przetrwania i strachem, jaki powstał w moim sercu gdy nie mogłem złapać powietrza, a woda otoczyła nas niczym kokon. Potem jednak poczułem jego dłonie, zaciskające się kurczowo wokół mojej talii i nagle cały ten strach gdzieś zniknął, a ja poczułem się wręcz bezpiecznie. I w momencie, gdy poczułem jak wtula twarz w moją szyję a ja miałem ochotę przyciągnąć go jeszcze bliżej, on uniósł się sprawiając tym samym, że oboje znaleźliśmy się ponad powierzchnią wody;  Na powietrzu gdzie potrzeba bezpieczeństwa nagle przestała być nam potrzebna.

... I swear, the whole world stops.
 
 
***
Takim sposobem ukazuje się nam trójeczka.
Dziękuję bardzo za wasze opinie i w ogóle.
Bardzo was proszę, żeby wszelkie powiadomienia o notkach wysyłać mi na GG a nie pisać ich pod notką. To tyle.
Chciałabym też, żebyście zapisywali się do Newslettera z formą powiadamiania, jaką chcecie być informowani o notkach.
 
To wszystko.
Enjoy! *-*

16 komentarzy:

  1. JPRDL! JAKIE TO ZAJEBISTE~! <3
    Cały czas się uśmiechałam, czytając to!
    Szybko next! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, jejku, jejku Wspaniałe:3 Zakochałam się:D

    Zazdroszczę CI talentu, naprawdę. moje wypociny przy Twoim pisaniu są marne, lekko mówiąc.
    A ta końcowa scena - Zayn - Harry - woda to po prostu: Aww ♥.♥
    Naprawdę, wspaniałe:D
    Życzę duużo weny, bo się nie mogę doczekać następnego:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak przez cały rozdział uśmiechałam się jak głupek, tak na koniec mój nos robił "noski-eskimoski" z ekranem. Serio Nie wyrabiałam ze śmiechu "Tęczowy zakątek". I mieszka tam Lou. Od razu wywiesić tęczową flagę i niech wyjdzie na ulice z napisem 'I'm gay'... Miałam o rozdziale a nie o moich chorych fantazjach... Wiesz co, sunshine? Zafundowałaś mi totalny misz-masz uczuciowy. Jak na początku mogłabym wydzielać tęczę, to na sam koniec moja mina i uczucia zmieniły się diametralnie. Och Zayn (o akurat teraz jego solo leci mi w głośnikach) ty powoli popadasz w cudowne uczucie, ale powstrzymaj się. Bo potem będę płakać. Nie lubię płakać, a to wszystko się skończy tym, ze będę ryczeć jak głupia. Tak wiem, ze już Styles nie żyje, bo już w prologu nie żyje... ale może zmartwychwstanie na miarę Chrystusa?
    [final-souffle]

    Kocham cię <3

    OdpowiedzUsuń
  4. CUDOOO !! ;33 co więcej mogę powiedzieć ?! genialnie piszesz, ale to już chyba wiesz ! ;** tak więc z wielką niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ! <33

    OdpowiedzUsuń
  5. swietne jak zawsze :P dzieki za info

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć. Zapraszam cię na mojego bloga, dopiero co go założyłam więc liczę na ocenę kogoś utalentowanego<3 http://paradise-of-dreams3.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. zachęcam do przeczytania oraz skomentowania nowego rozdziału na http://mean-hungry-lovers.blogspot.com/ . niestety jest to już przedostatni rozdział, gdyż blog o historii Alice, Franky i Blanki dobiega końca. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, z góry muszę przeprosić za to, że tak długo mi schodziło z napisaniem następnego rozdziału na moim blogu. Teraz wyznaczyłam już terminy i będę się ich trzymać. :D
    A więc chcę cię poinformować o nowym rozdziale
    closedindreams.blogspot.com
    i liczę na to, że wyrazisz opinię :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Końcówka świetna. Już nie mogę się doczekać co będzie dalej ;)

    u mnie już 37, mam nadzieję, że wpadniesz przeczytać jeden z ostatnich rozdziałów ;)
    www.paradise-with-you.blogspot.com
    z góry przepraszam za spam.

    OdpowiedzUsuń
  10. ach, och! Kocham to opowiadanie! Ta sielaneczka jest wręcz ROZKOSZNA. Przyjechały brytyjce do Polski to i wodę mają zimną - jeden z uroków naszego "uroczego" kraju. Narracja Zayna kopie między łopatki! Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Mordercze spojrzenie numer siedem! < - w tym momencie padłam.
    Cały ten polski świat przedstawiony jest tak ładnie oparty na polskich realiach! Wdzięczne nazwy domków, wcześniej wspomniana zimna woda - żyć nie umierać! + Paulina, którą WIESZ DOBRZE JAK SKOJARZYŁAM :33 I dokładnie to samo co Souris skojarzyło mi się w połączeniu TĘCZOWEGO DOMKU i Tomlinsona. No zestawienie idealne, no!
    Przepraszam, że dopiero teraz i w ogóle, ale wolałam sobie przeczytać na spokojnie, a dziś trochę chillu.






    Boję się co będzie dalej. .____.

    OdpowiedzUsuń
  11. Po kolejnym rozdziale po prostu nie mogę nacieszyć się twoim talentem...a może napoić? To jest chyba lepsze określenie. To opowiadanie bardzo mnie zainspirowało. Moje opowiadanie w porównaniu do tego jest niczym. Myślę, że dzięki tobie będę chciała dążyć do bycia lepszą. Ty chyba osiągnęłaś już poziom perfekcyjny. Co do rozdziału... Twoje pomysły powalają. Ah, Nouis <3 Po prostu nie wiem co powiedzieć. Zniecierpliwiona czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Siema ,chciałam zaprosic cię na mojego nowego bloga ,mam nadzieję ,że ci się spodoba .Generalnie to sorry ,że spamuje ,ale mam nadzieje ,że mnie zrozumiesz ..Sama wiesz ,że początki są trudne ;d
    Tak czy inaczej ,zapraszam .
    http://together-and-ever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudownie, w sumie ostatni akapit podobał mi się najbardziej. W tym rozdziale, może nie dzieje się najwięcej, i może najciekawszy nie był, ale to opowiadanie jest samo w sobie jednym wielkim cudem :) Czekam na kolejny rozdział. <3.

    OdpowiedzUsuń
  14. baaardzo dobry rozdział jak i opowiadanie! obserwuję oczywiście. "Łzy leciały strumieniami po moich policzkach, użalałam się nad swoim losem. Miałam być kaleką i wrócić przedwcześnie do domu. Pielęgniarki były w moim pokoju wiele razy, w większości by mnie uspokoić bądź wcisnąć coś do jedzenia. Ale ani jednego, ani drugiego nie byłam w stanie zrobić." http://oknozadomem.blogspot.com/ liczę na rewanż; dodanie do obserwatorów i może jakiś komentarzyk? :) Pluton.

    OdpowiedzUsuń
  15. omomom, kocham to <3 mogę śmiało powiedziec, że właśnie teraz to opowiadanie wskoczyło do ścisłej dziesiątki moich ukochanych opowiadań :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetne opowiadanie<3 szkoda tylko, że dopiero teraz na nie natrafiłam i do tego jeszcze z Zarrym <3 Nie wiem dlaczego ale nazwy domków i miejsce gdzie wypoczywają chłopaki kojarzy mi się z Borami Tucholskimi ;) Tam też domki mają nazwę :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń